Ulepszanie – kcal, medytacja, Niksen, planowanie, wdzięczność, czas, rodzina i nieregularność – myślenie na piśmie

Jak powiedział pewien mędrzec jednego co można być pewnym to ciągłe zmiany – lub potocznie chaos. Dziś YouTube nie będzie – a bo chcę popisać.

Z 40 rzeczy które chcę robić wybrałem osiem czyli jak w zasadzie 20/80, Pareta (Kolejność przypadkowa):

  • Nauka rozmowy z obcymi
  • Nauka zdrowej diety – dieta 100+ latków z Okinawy
  • Nauka antystres i niwelacja stresu
  • Medytacja/ Niksen/ Kneipp
  • Długie spacery z psem – ogólnie więcej ruchu
  • Nauka finansów i giełdy
  • Nauka Angielskiego (1 h dziennie)
  • Pisanie książki, pisanie tekstów

Powiem tak niektóre punkty kuleją gdyż nawet te 20% to dużo. Co kuleje:

  • Czytanie książek o wysławianiu się, rozmowie, interakcji, wpływie, podrywie
  • Medytacja – nie umiem się przełamać, zawsze mi brakuje chęci i czasu…
  • Nauka finansów i giełdy bo na to trzeba te 2 – 4 godziny dziennie
  • Pisanie książki – a bo zawsze brakuje czasu a głównie energii mentalnej

Powiem że z tych 20% wybrałem 25% na które głównie stawiam w zaistniałej sytuacji – są to palące problemy:

  • Nauka zdrowej diety
  • Nauka antystres i niwelacja stresu znanymi środkami

I na tym chciałbym skoncentrować 50% zasobów choć z tym procentem mogę się mylić… Czas i energia to u mnie towary deficytowe, nawet pomimo tego, że wstaję o 5:30, ale już po 16:00 czuję nagły spadek energii życiowej i praktycznie odpada, słuchanie angielskiego, czytanie książek i pisanie książki.

Poza tym jedną z głównych spraw o których nie wspomniałem jest niwelacja „zgonów mózgu” a nawet stanów „przed”. I tu zastanawiam się nad tym codziennym dodawaniem filmów na YouTube/ pisaniu Bloga i już myślę nad Blog nawet mniej niż „mi się chce i pragnę” do 1 -2 dni w tygodniu oraz zrobieniem sobie przerwy od YouTube tak na tydzień, miesiąc a nawet trzy miesiące albo i rok. Tak rok bez YouTube to brzmi świetnie – zarobek marny, jeszcze niektórym źle, kanał umarł, zysk czasu i energii i brak trosk.

Ot taki kontrolowany eksperyment a przy okazji ustalenie zajęć, rozłożenie czasu i czy go nie będę marnował na inne bzdety – i się dowiem czym zastąpię ten zyskany czas a powiem Wam, że to byłyby nawet 3 – 7+ godziny dziennie (jeśli wziąć pod uwagę nagranie i dodanie filmu oraz wpisu na bloga i obsługa komentarzy). Wiem, wiem Moniek dodaje wpis w 5 minut ale ja raz jestem z natury wolny, dwa więcej tworzę a trzy jestem ciężko chory i cztery/pięć – to nie zajmuje 5 minut do jasnej ciasnej!

Z angielskim nie jest najgorzej tą 1 h do 2 h wysłucham ale mam jeden problem, nie koncentruję się przez tą godzinę na tym angielskim tylko robię coś dodatkowo jak np golenie albo robienie kawy, herbaty czy sprzątanie – już nie mówiąc obsługi PC i jednoczesnym słuchaniu w tle. Zamiast z rana od 5:30 poświęcić tą godzinę na słuchanie obcego języka, kusi mnie wszystko inne i zajmuje się dziesiątkiem innych rzeczy.

Tak ten wpis to moje przemyślenia i próba reorganizacji życia. Wracając do angielskiego, podobno 100 godzin nauki to poziom średni – ja słucham książek po angielsku ale jak mówiłem słucham po łebkach i nie wiem czy te 100 h nie rozciągnie się do 150, 200, 250 godzin. Podobno do opanowania danej umiejętności w stopniu mistrzowskim potrzeba 1000 godzin więc prosty rachunek 1 h dziennie to około 3 lata nauki. Można skracać oczywiście ten czas podwajając liczbę godzin a nawet potrajając – po prostu zwiększając czas który poświęcasz codziennie na dany cel.

Wczoraj udało mi się zejść do 1716 kcal a to dzięki zupie jarzynowej (pomidory, fasola, marchew, pietruszka, seler, cos tam, przyprawy). Dziś może być kiepsko bo Mama zażyczyła sobie pierogi – jem ich mało 8 sztuk ale te osiem sztuk ma masę energii a sami rozumiecie, że pierogi raczej w tak małej ilości głodu nie zabijają a sądzę, że te sklepowe są tak robione żeby zwiększyć apetyt – tak robią „żydzi” (mam namyśli sprzedawców i firmy spożywcze). Tu polecam książki o przemyśle spożywczym: „Cukier, sól, tłuszcz”, „Cały ten cukier” i „Planeta grubasów” – czyli pokrótce jak robią nas klientów w bambuko i jak szkodliwe są ich produkty.

Nauka zdrowej diety też idzie kiepsko, czas popołudniu przelewa się przez palce, często brakuje zaparcia/ chęci czytelniczej, koncentracji i energii – jeśli czytasz codziennie i dużo wiesz, że tak często bywa a teraz sobie wyobraź człowieka ze schizofrenią (tak chorzy na tą chorobę mają trudność z przeczytaniem jednej strony – tak to szczera prawda).

Kolega ostatnio mi powiedział, że ja jestem ewenementem gdyż nie zna nikogo z chorych (a sporo ich zna), który by tyle czytał i by w ogóle czytał… Kumpel czyta po 10 stron dziennie choć pamiętam jak się ścigał ze mną na 100 stron ale pogorszyło mu się i po prostu nie może więcej…

Tak więc wiem, że mam czytać książkę Boskiego lekarza o wątrobie ale idzie jak pod górkę, mam lęk, że mało przeczytam, że za mało przeczytam, że za ciężko się czyta i w końcu nic nie czytam albo jedną stronę – tak zdarzyło się 2 – 3 dni z rzędu. Ta książka jest dla mnie bardzo ważna, może dać mi odpowiedź jak zadbać o zdrowie gdyż cierpię na HBS który to dostałem nie z własnej winy – na pewno nie pukałem chłopców jak sugerowała mi pewna lekarka której powiedziałem, że to nie przez stosunek z dziewczyną bo po prostu nie miałem…

Tak nawet wśród lekarzy są palanty, obijacze a nawet zabójcy bez sumienia – o czym przekonałem się przy okazji choroby Taty.

Książki o niwelacji stresu i optymizmie – tak czytam trochę i słucham trochę, od czasu do czasu. Poza tym chciałbym mniej sprzeczać się z Mamą z rana gdyż po prostu chyba jestem tzw cholerykiem, co to mu wszystko z rana przeszkadza. Ciągle się łapię, że coś powiedziałem nie tak i pyskuje zamiast jakoś miło wytłumaczyć lub inteligentnie rozwiązać. Może tu rozwiązaniem jest ta książka która mi zaginęła (heh) o rozmowie i porozumiewaniu się a także a może coś o inteligencji emocjonalnej?. Jeszcze powinienem przeczytać drugi raz „Mowę pokoju” lub sięgnąć po zakup „Człowiek w poszukiwaniu sensu”?

Poza tym wziąłem sobie jedną książkową radę i wypisuje codziennie za co jestem wdzięczny w ten dzień – bardzo pomaga, raduje i uspokaja. Rezerwuje sobie 1/3 strony w kalendarzu na ten cel, codziennie choć czasem zapomnę przez przeciekający czas.

I właśnie teraz czuję, że czas przecieka mi przez palce – zamiast słuchać angielskiego do tych 2 godzin to ja piszę ten wpis. Pora powoli kończyć choć wszystkiego nie zawarłem i być może nie ująłem tego w zgrabny i zwięzły sposób oraz nie wyraziłem wszystkich swoich odczuć.

Dodam tylko, że postanowiłem dbać więcej o nawodnienie Mamy i robić jej często kawę, herbatę a nawet dopilnować aby piła. Tak starsze osoby mają problem z nawodnieniem a później wyskakują różne kwiatki w postaci przypadłości, chorób i cierpień.

Mamy godzinę prawie 9:00 czyli od 5:30 zleciało 3,5 godziny:

  • Skomentowałem parokrotnie dziewczynę z Bloga
  • Zrobiłem 2x herbaty/kawy sobie i Mamie
  • Ogoliłem się (zęby jeszcze musze umyć)
  • Uczyłem się po łebkach angielskiego ponad godzinę
  • I dodawałem ten wpis hmm 1,5 godziny?

Że co WTF – chcę czas z powrotem!

Notabene od 5:30 do 9:00 to tylko 3,5 godziny więc niewiele – Mama twierdzi, że to 4,5 godziny mi na początku też tak się wydawało ale policzyłem dokładnie i tylko 3,5 h….

A może po prostu tak niewiele czasu mamy co dnia i musimy się spieszyć – ALBO, źle gospodarzę się czasem. Hmm fifty/fifty.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: